Daniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotograf

Technicznie: Sony FE 35 mm F1.8 w naszych rękach!

Dzisiejsza część bloga poświęcona jest w całości obiektywowi Sony FE 35mm f1/8. Obiektyw dedykowany pod pełną klatkę Sony, to stosunkowo nowa konstrukcja, która premierę miała latem 2019 roku. Wciąż na grupach fotografów pojawiają się tematy, w których użytkownicy systemu Sony szukają "idealnej trzydziestki piątki". W wielu przypadkach, rekomendację zyskuje recenzowany dziś przez nas obiektyw, chociaż alternatyw jest kilka. Dlatego postanowiliśmy dodać do wszystkich tych opinii swoje "trzy grosze".

Znacie nas i wiecie, że nie jesteśmy zwolennikami papierowych specyfikacji i zagmatwanych testów optycznych. Dla nas najważniejsze jest to, aby sprzęt na którym pracujemy sprawdzał się w akcji i to, co widzimy finalnie na obrazku. Przy okazji, użytkowników Sony zapraszamy sprawdzić naszą recenzję Tamron f/2.8 17-28mm  , bo to również często poruszany na forach temat, jeżeli chodzi o szkła szerokokątne do Sony.

 

Dlaczego w ogóle zdecydowałem się na ten obiektyw? Najważniejsza rzecz - to natywne szkło do Sony, więc na wstępie komfort pracy poprzez zapewnienie 100% funkcjonalności i kompatybilności z body Sony. Kolejna sprawa to cena. Mimo, że nie wybieram sprzętu kierując się tylko ceną, to tutaj, po przestudiowaniu kilku wartościowych testów, dostępnych w internecie, wybór stosunek ceny do jakości był oczywisty i padł właśnie na "nowe szkło" od Sony. W tej chwili ten obiektyw można kupić już za około 2500PLN.

 

Kolejna sprawa, waga i wymiary szkła. Jestem zwolennikiem teorii, że przechodzi się na bezlusterkowca po to, aby m.in. zminimalizować wagę i wymiary zestawu używanego w pracy. Bardzo podobny argument był przy wyborze wspominanego, szerokokątnego obiektywu od Tamrona. Sony 35mm f/1.8 to szkło bardzo lekkie i o niewielkich gabarytach, co razem z A7III tworzy bardzo kompaktowy i ciekawy zestaw.

W grupach sporo jest informacji, że Samyang 35mm f/1.4 ma ciekawszy, bardziej plastyczny obrazek i ciekawszy bokeh niż Sony. Zgadzam się z tym. Tak jak zgadzam się również z głosami, że obiektyw Samyanga potrafi zawiesić cały aparat, co w fotografii reportażowej, gdzie dzieje się czasem dużo i szybko, jest dla mnie nie do zaakceptowania. Oczywiście znajdą się również tacy, którzy nigdy problemów z Samyangiem nie mieli, ale to nadal ryzyko, że "wadliwa sztuka" trafi w nasze ręce (nawet po wszystkich aktualizacjach body i szkła zdarzają się cyrki).

Wspomniałem o bokeh, spójrzcie na kilka  zdjęć wykonane omawianym obiektywem i sami oceńcie, czy takie "rozmycie tła" Wam odpowiada.

Daniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotograf

Daniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotografDaniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotograf

Uważam, że szkło bardzo płynnie rozmywa tło, nie ma w tej kwestii może zbyt wielkiego "artyzmu", ale wszystko zależy od stylu, który fotograf prezentuje. My nie nastawiamy się na efekciarstwo i nie jesteśmy w grupie fotografów, którzy robią zdjęcia tylko "bo bokeh", więc w zupełności ten obiektyw spełnia nasze oczekiwania. Jeżeli szukacie jednak czegoś bardziej finezyjnego w kwestii "rozmycia tła", nie kupujcie Sony.

 

Szybkość AF - w reportażu, a takich zdjęć wykonujemy najwięcej, zakup Sony 35mm f/1.8 będzie idealnym wyborem. Jest to natywne szkło, więc bez żadnych adapterów często komplikujących życie, jego kultura pracy jest na naprawdę wysokim poziomie. Wykonałem do dziś, tym szkłem, około 1000 zdjęć. Nie zauważyłem żadnych problemów z pracą AF, w każdym z trybów dostępnych w A7III. Auto focus jest szybki i cichy, nie pompuje, nie wariuje, nie gubi się. To na pewno duża zaleta dla osób, które potrzebują czegoś "run&gun" i korzystają z automatycznego ustawiania ostrości. Czytając dużo komentarzy w grupach, również nie spotkałem się z tym, aby ktoś "narzekał" na ten element. A jak AF w wideo? Nakręciłem cały wyjazd na Rajd Monte Carlo, używając głównie tego szkła i mogę powiedzieć jedno - jest rewelacja! Ostrzy szybko i dokładnie, a obrazek jest naprawdę świetny! Proponuje zobaczyć, jak w ciężkich warunkach oświetleniowych poradził sobie omawiany dziś obiektyw. Całość grana z użyciem AF (większość ujęć, na potrzeby testu) w 4K, 25fps i S-Log2. Postprodukcja w Premiere Pro. W materiale są również nieliczne ujęcia z Sony 85mm f/1.8, ale łatwo powinniście odróżnić szerokie plany, od tych z 85mm :)  FILM DOSTĘPNY TUTAJ

Podsumowując szkło po 8 dniach ciągłej eksploatacji w trybie wideo, mogę dać Wam gwarancję, że będziecie zadowoleni w 100% z tego, co prezentuje FE 35mm f/1.8.

Konkurencja w ogniskowej 35mm - na rynku jest kilka propozycji, jeżeli chodzi o 35mm do Sony. Jest Sigma A 35mm f/1.4 DG HSM, która ma rewelacyjny obrazek, ale nadal ma problemy z AF w trybie wideo (więc jeżeli również filmujecie, nie bierzcie jej pod uwagę, bo w porównaniu z Sony, naprawdę jest zauważalna różnica). Jej cena to około 3500PLN. Kolejnym obiektywem ze stajni Sigma jest wersja A 35mm f/1.2 DG DN, która kosztuje sporo, bo w okolicach 6500PLN. Niestety nie pracowałem na tym szkle, więc niewiele powiem, ale pytanie - czy 0.2 jaśniejsza przesłona warta jest niemal dwukrotności ceny Sigmy 1.4 ? W wielu testach na Youtube, recenzenci twierdzą, że nie koniecznie... Warto dodać, że obie Sigmy to "wielkie kloce" w porównaniu z Sony. I dotyczy to zarówno wymiarów i wagi. Co kto lubi, dla nas trochę za "ciężki temat":)

Trzecia konkurencja w segmencie 35mm, to wspominany w artykule Samyang 35mm f/1.4. Ciut jaśniejszy, ciekawszy bokeh, lepsza plastyka obrazka i... problemy ze współpracą z body Sony. Cena porównywalna z naszym głównym bohaterem.

Są również alternatywy od Sony. Tutaj mamy pewność, że natywne szkła bardzo dobrze poradzą sobie we współpracy z naszym body, jest jednak kilka "ale". Na rynku, w cenie około 6000PLN, jest dostępny Distagon T* FE 35mm f/1.4 ZA. Świetnie wykonane szkło z mega fajnym obrazkiem, które swoją premierę miało już 5 lat temu. Szkło, które jednak posiada ujawnione w testach wady, takie jak np. dużą aberracje chromatyczną i sporą winietę. Według mnie, szkło w tej cenie, nie powinno posiadać takich "nieprawidłowości".  Druga opcja, to również pięcioletni już dziś Zeiss Sonnar T* FE 35mm f/2,8 ZA, który jest niemal połowę tańszy od Distagona i kupić go dziś można w okolicach 3200PLN. Wymiary i waga imponują, bo to taki 100% naleśnik, a po założeniu na body wygląda dość... niewinnie. Osobiście testowałem ten obiektyw i porównywałem z moim 35mm f1.8.  Sonnar mnie nie przekonał, głównie ze względu na przesłonę ciemniejszą o 1 podziałkę i "dziwną pracę AF". Uważam, że nowa trzydziestka piątka jest w tej materii o niebo skuteczniejsza. Może ktoś ma inne odczucia, a może u mnie po prostu zadecydowała nowsza konstrukcja i niższa cena wersji f/1.8.

Sumując porównanie z konkurencją, gdybym tylko robił zdjęcia, prawdopodobnie wybrałbym Sigma A 35mm f/1.4 DG HSM (ze względu na świetny obrazek) nawet z tymi sporymi gabarytami. Jako, że część mojej pracy to również wideo, wybór padł na 35mm f1.8

Po zakupie obiektywu udało się nam dość szybko "przestrzelić go" w bojowych warunkach.  Na pierwszy ogień, od razu po wyjściu z salonu Sony, przeszliśmy się po ulicy Półwiejskiej w Poznaniu i Starym Browarze. Uwielbiamy tzw. street art, więc plan zdjęciowy był po ręką :) Poniżej kilka zdjęć prezentujących obrazek z Sony 35mm f/1.8. Finalny look powstał w programie Capture One dedykowanym dla aparatów Sony. Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogę w ewentualnym wyborze szkła o ogniskowej 35mm - oczywiście tą ogniskową znajdziecie też w kilku znanych i lubianych obiektywach zmiennoogniskowych, ale nie mam w tym temacie dużego doświadczenia, ponieważ upodobałem sobie głównie "stałki". Zapraszam do obejrzenia kadrów wykonanych A7III i Sony FE 35mm f/1.8

 

 

Kolejnym tematem zdjęć, była ciekawa wystawa Daniela Lismore, w Galerii Sztuki na Dziedzińcu Starego Browaru. Całą galerię możecie zobaczyć TUTAJ. 
No i podczas wspominanego wyjazdu na Rajd Monte Carlo, nie tylko filmowałem ale również zrobiłem testowo kilka zdjęć, których głównymi bohaterami są francuskie Alpy. Poniżej kilka przykładowych kadrów. Całość do obejrzenia w galerii TUTAJ 

Landscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, Francja


kamerzysta, film ślubny, kamerzysta na wesele, fotograf, fotograf ślubny Poznań, kamerzysta Poznań

Jak robimy filmy ślubne? cz.5 - zabawa weselna

Dziś w naszym przewodniku po świecie produkcji naszych filmów ślubnych, przybliżymy Wam etap nagrywania zabawy weselnej i oczepin. Będzie dość technicznie, więc część wpisu w dużej mierze skierowana do kolegów po fachu i tych, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki z kamerą w biznesie ślubnym.
Jeżeli coś przegapiliście z poprzednich przewodników, a chcecie w chronologicznej kolejności poznać etap produkcji naszych filmów ślubnych, zapraszam tutaj: PIERWSZA CZĘŚĆ, DRUGA CZĘŚĆ, TRZECIA CZĘŚĆ. CZWARTA CZĘŚĆ

Jak już wiecie, większość zleceń realizujemy we dwóch operatorów kamery. Takie rozwiązanie daje więcej okazji na ciekawe kadry i bardziej filmowy montaż, bo mamy dwie perspektywy tej samej sceny. Przy takim workflow filmujemy wesele na dwóch ogniskowych - "szeroko" i "wąsko", czyli jeden operator porusza się po parkiecie np. ze stabilizatorem obrazu i zapiętym obiektywem szerokokątnym (np. Tamron 17-28mm f/2.8), a drugi, w ujęciach z ręki lub monopoda, używa obiektywu "portretowego" (np. Sony 85mm f/1.8). Pierwsza ogniskowa pozwala uzyskać szeroką perspektywę na parkiet, w kadrze jest dużo tańczących gości weselnych, dużo się dzieje. Zazwyczaj jest to ujęcie dynamiczne, ponieważ stabilizator obrazu pozwala na błyskawiczne przemieszczanie się operatora po parkiecie, wśród roztańczonego tłumu, zachowując płynność nagrania. To częsta praktyka wśród firm robiących filmy ślubne. Idealnym uzupełnieniem tych kadrów, są ujęcia ze wspomnianego obiektywu "portretowego" (w zależności od wizji i pomysłu na scenę - albo filmujemy "z ręki", albo chcąc użyć bardziej statycznych ujęć, podpieramy się monopodem). Bliskie kadry (które nazywamy "ciasnymi") idealnie sprawdzają się na przebitki głównego źródła obrazu, pokazują dużo detali - dłonie, nogi, rozwiane sukienki, uśmiechy i emocje na twarzach tancerzy. Często miksujemy te dwa źródła obrazu, tworząc filmowy look całej sceny.

W tym momencie warto zauważyć, że nie korzystamy na parkiecie weselnym z dodatkowych źródeł światła (takich jak lampy na kamerze, czy światło na statywach). Taka żarówa na kamerze to scheda po czasach, kiedy królowały kamery na kasety VHS. I ok, tak jak przy reportażach telewizyjnych, kręconych czasem w ciężkich warunkach oświetleniowych, takie rozwiązanie nadal ma się dobrze, tak w naszych filmach ślubnych, nie  wyobrażamy sobie świecenia po oczach bawiącym się ludziom światłem nakamerowym - to powoduje u nich dyskomfort i po prostu... źle wygląda w filmie. Są na rynku kamerzyści, którzy "świecą po oczach", ale dla nas, w czasach dostępności bardzo "jasnych obiektywów" i wysokiego, użytkowego ISO w aparatach, taka praktyka to... obciach. Nasi koledzy po fachu zza Oceanu, często stosują natomiast dodatkowe światło na statywach, rozmieszczone na sali weselnej. Mimo jasnych obiektywów, itp. doświetlają parkiet czy stoliki, przy których wygłaszane są różne toasty i przemówienia. Jest to ciekawe rozwiązanie szczególnie na słabo oświetlonych salach i ma olbrzymią przewagę nad światłem nakamerowym - nie oślepia i nie peszy Gości. My również swego czasu, po wizycie na jednej sali weselnej, która była oświetlona jak piwnica, rozważaliśmy zakup dodatkowego źródła światła i wrzucenie tego na statywy. Ostatecznie nasze "noktowizory" w postaci Sony A7III (posiadające absurdalnie wysokie użytkowe ISO) wygrały i stwierdził, że póki co, taki manewr nie jest niezbędny.

Teraz, wiecie już jakich obiektywów i w jakim systemie używamy na parkiecie. Czas na rozplanowanie nagrywania. Są ekipy wideo, które wesele i zabawę na parkiecie nagrywają bardzo "wybiórczo" - mają konkretny plan na ujęcia i znając program wesela (poszczególne punkty i ich godziny) nagrywają tylko tyle, ile jest im niezbędne do montażu. Minimalizują surowy materiał, który i tak nie wykorzystają w postprodukcji. Inne ekipy kręcą non stop, przez wiele godzin wesela i zabawy, nie wyłączają kamer i przywożą ze zlecenia kilkaset gigabajtów materiału. Wychodzą z założenia, że nigdy nie wiadomo, co i kiedy ciekawego się wydarzy, np. na parkiecie dojdzie do jakichś niesamowitych figur tanecznych, albo Para Młoda podczas tańca tak się zapatrzy sobie w oczy, że zapomną o całym Świecie - a to warto pokazać w filmie.  A jak my pracujemy? Z upływem czasu i zdobywaniu doświadczenia, możemy śmiało stwierdzić, że miksujemy te dwa style pracy i wypracowaliśmy swój "scenariusz" podczas zabawy weselnej. Na pewno filmujemy wszystkie pozycje programu "must have" + przez całe wesele urządzamy sobie "wycieczki z kamerą" po sali, w poszukiwaniu ciekawych ujęć. Filmujemy też dużo bloków tanecznych na dwie kamery, a czasem wlatuje na parkiet tylko sprzęt na gimbalu. Kręcimy dużo, ale faktem jest, że z biegiem czasu zminimalizowaliśmy ilość rejestrowanego materiału może nie do minimum, ale do takiej średnioformatowej formy. Po trzech sezonach weselnych doskonale wiemy, ile potrzebujemy tzw. "surówki", aby złożyć z tego ciekawy materiał.  Jeżeli natomiast jesteś operatorem, który dopiero zaczyna, dobra rada - kręć dużo, baterii i kart pamięci pewnie masz sporo (a jak nie masz to dokup), a lepiej nie ryzykować, że w montażu zabraknie materiału - przynajmniej na starcie Twojej kariery. Tego planu zdjęciowego nie powtórzysz ;-)

Po kilku godzinach dobrej zabawy na parkiecie przychodzi czas na oczepiny. W Polsce wciąż ultra popularna forma zabawy dla Gości i Pary Młodej. W zależności od regionu kraju i tradycji, oczepiny przybierają różne formy.  My realizowaliśmy różne materiały, na różnych weselach i w różnych częściach Polski, ale w większości słynne oczepiny odbywają się w dość klasycznej formie. Oczywiście to od Młodych i zespołu/wodzireja/DJa zależy jak to finalnie będzie wyglądać. Są takie zabawy, które trwają 10 minut i jest to tradycyjny rzut muchą i welonem, są takie, które trwają ponad godzinę a zabawom nie ma końca. Jak to nagrywamy? Jeżeli kręcimy film artystyczny z naszej oferty zabawy oczepinowe są pojedynczymi, ciekawymi kadrami, sprytnie wkomponowanymi w całą historię i nie ma potrzeby rejestracji całych zabaw. Jeżeli tworzymy "reportaż ślubny", tej części wesela jest w filmie nieco więcej - bo takie życzenie zazwyczaj ma Para Młoda. A że zabawy są różne, od tych błyskawicznych, po naprawdę długie wersje konkursów, musimy tak wyważyć ilość finalnie zmontowanego materiału, aby nie znudzić widza, który film ślubny obejrzy.  Temat oczepin w filmie ślubnym powoli przechodzi jednak metamorfozę i wraz z trendami na artystyczne filmy, które płyną zza wielkiej wody, również polskie Pary Młode zauważają, że esencją ich filmu nie jest godzina ujęć z oczepin (jak to było modne 20 lat temu).

Dlaczego kończymy nagrywać po oczepinach? Tak się przyjęło i nie zdarzyła się nam jeszcze prośba Pary Młodej o filmowanie po tej części wesela. Wszyscy mają bowiem świadomość, że po północy zaczyna się ta mniej oficjalna część imprezy - fotograf ślubny i kamerzysta kończą pracę, można się bawić i nie przejmować okiem obiektywu ;-) To bardzo dobre podejście, w końcu to film ślubny a nie film z dyskoteki - wszystko co najważniejsze już z nami, teraz czas na nieskrępowaną zabawę:) Co ciekawe, na zachodzie praca fotografa ślubnego czy operatora kamery kończy się dużo wcześniej niż północ i oczepiny. Fakt, że tam wesele wygląda zupełnie inaczej niż nasze rodzime, od lat organizowane według jednego, utartego szablonu. Ale oglądając produkcję Weeding Film School czy WhoisMatt Johnson  zauważa się, że główną osią filmu ślubnego są wydarzenia od przygotowań, do pierwszych toastów wznoszonych po początkowych blokach tanecznych. W zachodnich produkcjach od oczepin i długiej zabawy na parkiecie, w filmie ważniejszy jest plener ślubny, innego dnia niż uroczystości - pokazanie Pary Młodej bez stresu w tym wyjątkowym dla nich dniu, Ich bliskości i zakochane spojrzenia, w ciekawie wyreżyserowanym plenerze.  My również namawiamy do korzystania z tej pozycji naszej oferty  bo wprowadza to do filmu zupełnie nowe spojrzenie na Parę Młodą, dodaje mnóstwo kreatywności i pomysłów na piękne sceny, które urozmaicą potężnie film i teledysk ślubny. A pomysłów na ślubne plenery mamy wiele!

To już koniec naszego poradnika "Jak robimy filmy ślubne", ale nie koniec naszych wpisów na blogu dotyczących naszej pracy. Obserwujcie bloga, bo regularnie zamieszczamy na nim ciekawostki związane z AM MEDIA WIDEO. W tym sezonie ślubnym odwiedzimy między innymi Poznań, Łódź, Wrocław i Warszawę, a do tego cała lista mniejszych miast, do których nas zaprosiliście.

 

 


monte carlo, wrc, Monaco, France, Marcin Rybak, am media wideo

Nasze WRC Monte Carlo - wideo z wyjazdu

Jak wiecie, prywatnie jestem wielkim kibicem rajdów samochodowych (co widać również w naszym portfolio). Dziś mam dla Was krótką historię o moim wypadzie na najstarszy i najlepszy rajd Świata, czyli legendarne Monte Carlo! 

Kiedyś usłyszałem, że jak nie byłeś na Monte Carlo, to nie byłeś na rajdzie. I po powrocie z tego rajdu, z całą pewnością potwierdzam te słowa!

Oczywiście, są inne rajdy, też zajebiste. Marcin Rybak mocno rekomenduje np. Turcję i hardcore po absurdalnej nawierzchni z wielkimi kamieniami. Ja byłem w Szwecji, gdzie na kolcu po lodzie Panowie łamali prawa fizyki, a marzeniem jest Finlandia gdzie są kozackie loty samochodem. Jednak to Monte Carlo i w dużej mierze nocny SS2 Bayons-Breziers, z kultowymi już serpentynami, w akompaniamencie tysięcy kibiców i oprawą lepszą niż jak na Sylwestra w Zakopanem, udowodnił mi, że Monte Carlo to magia.
 
Marcin Rybak, z którym się zabraliśmy, obiecywał "show", ale dopiero kiedy moim oczom ukazała się wspomniana przełęcz w okolicach Bayons, rozświetlona przez tonę fajerwerków, rac, ognisk i dosłownie oblepiona fanatykami rajdów samochodowych (bo trzeba być fanatykiem, żeby o północy siedzieć na mrozie w środku lasu i na stromej górze w oczekiwaniu na przejazd) nogi mi się ugięły... Nie będę starał się opisać co czułem, po prostu system zniszczony. A kiedy wpadł w ten kocioł pierwszy wurc, musiałem zbierać szczenkę z tej wijącej się jak żmija drogi.
 
Ogólnie, całe Monte Carlo obejrzeliśmy "od deski do deski", zaczynając w środę, od serwisu i testowego, po cztery dni odcinków specjalnych przeplatanych z serwisem, punktami ważenia po oesie, gdzie mieliśmy auta i kierowców na wyciągnięcie ręki i metą w Monte Carlo. Ale jeżeli mam być szczery, to po czwartkowym SS2, mógłbym wracać do domu - ciężko będzie zrobić na mnie większe wrażenie w rajdach.
Monte Carlo to wg. mnie rajd dla koneserów, wbrew pozorom nie jest to szybki rajd - jak Polski na Mazurach czy Finlandia. Dużo tutaj wspinania i spadania po wąskich półkach skalnych, ciasnych nawrotów i mega technicznych sekcji z podchwytliwą nawierzchnią. Do tego "czarny lód" i śnieg (w tym roku może na dwóch-trzech odcinkach się go trochę pojawiło, nad czym ubolewam). Jeżeli więc lubicie "autostrady" jak na Mazurach, nie jedźcie na Monte Carlo, bo możecie się zawieść.
 
Oczywiście zabrałem aparat, ale obiecałem sobie, że nie będę nagrywał przejazdów, a tylko trochę ujęć "z naszego wyjazdu", czyli taki backstage. Nie wyszło. Finalnie udało się nagrać po kilka przejazdów z każdego miejsca do którego trafiliśmy, co dało ciekawą kompilację jazdy z backstage, który planowałem zrobić:) Film znajdziecie poniżej i nie jest to typowa relacja z rajdu, a raczej relacja z naszego całego wyjazdu i pobytu na Monte - ale też ciekawa :D Dla nas pamiątka niesamowita, a może i Was to wideo zarazi klimatem Monte?
Setup sprzętowy jakiego używałem, to Sony A7III z obiektywami Sony 35mm f/1.8 i 85mm f/1.8. Wszystko kręcone z ręki w profilu S-Log2 w 4K 25fps i FHD 100fps.
Fotografia użyta we wpisie jest autorstwa świetnego fotografa rajdowego Marcina Rybaka, którego stronę możecie znaleźć tutaj: Marcin Rybak Photographer

Film do obejrzenia tutaj: NASZE WRC MONTE CARLO

 
 
 
 
 
 
 

Jak robimy filmy ślubne? cz.4 - pierwszy taniec

Przeszliśmy już krok po kroku, od momentu wyboru ślubnego zleceniobiorcy do ceremonii zaślubin. Jeżeli przegapiliście poprzednie wpisy bloga: PIERWSZA CZĘŚĆ, DRUGA CZĘŚĆ, TRZECIA CZĘŚĆ.
Dziś czas na kierunek sala weselna i plan zdjęciowy części taneczno-zabawowej. Czyli działo się będzie naprawdę mnóstwo!

Po zakończeniu naszej pracy podczas ceremonii zaślubin, zazwyczaj mamy bardzo mało czasu na dojechanie do sali weselnej. Dla nas buforem czasowym jest tylko moment, kiedy część życzeń składana jest przez Gości pod kościołem, a i to nie zawsze, bo często nasz zleceniodawca chce, aby również tę część uwiecznić w materiale. Ale załóżmy, że wszystkie życzenia odbywają się na sali weselnej. Wsiadamy więc w samochód i jedziemy, zgodnie z przepisami, dostojnie, z tylną kanapą po sufit załadowaną „uzbrojonym sprzętem”, którego zazwyczaj nie ma czasu w tym momencie dnia, pakować do walizek.

Chyba najbardziej podbramkową sytuację mieliśmy w okolicach Poznania, kiedy to jechaliśmy z kościoła na salę według nawigacji google maps. Mieliśmy prawię godzinę zapasu a do przejechania około 40 kilometrów, a więc sporo i w pełni musieliśmy polegać na mapach w telefonie. Okazało się, że Para Młoda zna kilka skrótów, których nie zna Google 😛 i kiedy my wjeżdżaliśmy na teren domu weselnego, okazało się, że drugą bramą wjechała właśnie kawalkada aut Gości z Parą Młodą na czele! Szkoda, że nikt nie nagrał naszego „desantu z kamerami”, bo od momentu wyłączenia zapłonu w naszym aucie, do pełnej gotowości do nagrywania, przy wejściu na salę, minęło może z 30 sekund 😀 Tak, to było hardcorowe!

W większości przypadków, jeżeli dom weselny jest daleko od nas, robimy research za pomocą google. Przeglądamy filmy i zdjęcia. Zazwyczaj dobrze wiemy, w jakim miejscu będziemy kręcić. Dlatego od wejścia jesteśmy dobrze rozeznani i z wiedzą chociażby na temat ilości i źródeł światła – co w przypadku realizacji wideo ma kolosalne znaczenie. Tak, jak w przypadku fotografii nie musimy aż tak się przejmować, bo zawsze używamy światła lamp błyskowych (w tym światła kontrowego rozmieszczonego na statywach w rogach sali), tak w przypadku wideo, gdzie nie używamy zewnętrznych źródeł światła, jesteśmy uzależnieni od tego, co zastaniemy na miejscu (sala, zespół). Oczywiście to nie problem, bo przy bardzo „jasnych obiektywach”, które posiadamy i używając naszej magicznej tabliczki zwanej „color checker”, kontrolujemy balans bieli i trzymamy się właściwych kolorów już na etapie rejestracji.

Po serii życzeń od Gości weselnych i posiłku, przychodzi czas na pierwszy taniec. Moment, którego tak wiele Par Młodych się obawia. Jedni ćwiczą pod okiem instruktora tygodniami, inni idą na spontan i „co ma być to będzie” – jedno jest pewne, w obu przypadkach jest dużo emocji:) My mamy prosty system rejestracji tego momentu – jedna kamera „z ręki” bądź na monopodzie, który jest bardzo mobilny i mamy bliskie kadry. Druga kamera, klasycznie zapięta na stabilizator obrazu (używamy Ronin M lub Crane 2) i są to ujęcia dynamiczne. W postprodukcji kleimy w całość te dwa bardzo różne źródła obrazu i wychodzi naprawdę ciekawy, filmowy look. Często przy pierwszym tańcu pojawia się np. ciężki dym, który dodaje „bajkowości” i sprytnie maskuje niedoskonałości tanecznego kroku 😉

Kolejny etap, to przyłączenie się wszystkich Gości weselnych do zabawy. Wtedy na parkiecie robi się naprawdę tłoczno, ponieważ to w większości przypadków jedyny moment wesela, w którym na parkiecie są wszyscy – nawet Ci, którzy pozostałą część wesela będą skutecznie unikać potupania nóżką przy dźwiękach zespołu czy DJ’a:) Obowiązkowo nagrywamy na dwie kamery ten moment, bo tak jak wspomnieliśmy, później niektórych osób na parkiecie się już nie zobaczy 😉

Wracając jeszcze do sali i pierwszego tańca. Nie zawsze kręcimy w dużym domu weselnym, a parkiet nie zawsze ma powierzchnie boiska piłkarskiego. Co za tym idzie, w małych salach często pojawia się problem na linii fotograf-ekipa wideo, ponieważ każdy chce mieć jak najlepsze kadry pierwszego tańca, a jest nas, obsługi medialnej tego wydarzenia, zawsze kilka osób. Jak rozwiązujemy takie tematy? Na długo przed startem części tanecznej, zawsze konsultujemy się z ekipą foto, przedstawiamy nasz plan na nagranie, nasz tor po którym się przemieszczamy z kamerą na stabilizatorze. Przewaga fotografa jest taka, że jemu „wystarczy” ułamek sekundy na zrobienie zdjęcia mając „czyste pole do zdjęcia”, my z kamerami musimy zadbać o ciągłość ujęcia. Musimy pracować tak, aby sobie nawzajem nie przeszkadzać i nie zdarzyło nam się jeszcze, aby z tego powodu z kimś się „pokłócić”. Mamy szczęście, że trafialiśmy zawsze na fachowców i ta kooperacja wychodziła wzorowo…albo przynajmniej bardzo poprawnie 😉
Popularnym rozwiązaniem jest jednak zatrudnianie fotografa i operatora kamery z jednej firmy, dlatego posiadamy taki pakiet w ofercie. Dlaczego? Ponieważ nasza ekipa foto-wideo jest bardzo zgrana i „zamkniętymi oczami” wiemy, kto w którym momencie gdzie się znajduje i jakie ujęcia robi! Polecamy takie rozwiązanie nie tylko ze względu na „załatwienie formalności” i podpisanie umowy za jednym zamachem, ale właśnie przez wzgląd na profesjonalną współpracę między przedstawicielami obu profesji.

Mamy nadzieję, że udało nam się rozjaśnić Wam nieco nasz system i styl pracy. Dla nas to wszystko jest naprawdę potężnym wyzwaniem, ale szczerze mówiąc, nie lubimy jak nasza praca nie stawia przed nami takich wyzwań. Do usłyszenia już niebawem, kiedy opiszemy Wam etap, kiedy na parkiecie robi się naprawdę gorąco!

Arkadiusz Małecki


Fabianowo Sport&Beauty

Fabianowo Sport&Beauty - 8 filmów promocyjnych

„Fabianowo Sport&Beauty” to duży, poznański obiekt dla miłośników aktywności fizycznych. Zrealizowaliśmy serię 8 filmów promocyjnych reklamujących to miejsce.

Nawiązanie współpracy z „Fabianowem” to duży projekt, który trwał kilka miesięcy. Planami zdjęciowymi były między innymi gabinety kosmetyczne, strefa „36 minut” (nowatorski program treningowy), siłownia, czy korty do gry w tenisa i badmintona.

Dodatkowo, jako AM MEDIA zajęliśmy się poprowadzeniem całej kampanii facebook’owej dla Klienta, z użyciem gotowych spotów reklamowych naszej produkcji.

Film możecie zobaczyć TUTAJ