Jaki film ślubny wybrać?

Ile firm na rynku, tyle ofert z filmami ślubnymi. Filmy krótkie, długie, reportażowe, artystyczne, nowoczesne, klasyczne...  Jak wybrać właściwy format filmu i nie zwariować w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania? Dziś o tym trochę opowiemy i podpowiemy:)

Filmy krótkie, artystyczne.
Każda firma z branży filmowania ślubów i wesel ma swój pomysł na realizację i postprodukcję materiału. Często w grupach dla filmowców ślubnych, spotykamy się z trendami, wg. których produkuje się filmy nie dłuższe niż 15-20 minut. Zaglądając w ofertę "największych" tego typu usługodawców w Polsce, faktycznie ma to potwierdzenie. Spowodowane jest to zapewne tym, że taka "moda" na krótkie filmy ślubne, przyszła do nas zza Oceanu. Zaczęto produkować krótkie formy wideo, które są esencją wydarzeń Waszego wyjątkowego dnia. Zazwyczaj cały film bardziej przypomina długi teledysk niż reportaż ślubny. Ujęcia z zabawy weselnej przeplatane są tymi z reżyserowanych plenerów wideo, jest dużo kadrów "z backstage", chronologia nie jest tu przymusowa, a nawet... niepożądana. Taka forma filmu ślubnego jest co raz bardziej popularna, ale wymaga naprawdę dużych zdolności operatorskich (pomysł na kadry) i montażowych (poprowadzenie historii).  Spotkaliśmy się niestety w produkcjami, które "artystyczne" miały tylko w nazwie, a przekombinowany montaż budził raczej niepokój, niż oddawał radość tego wyjątkowego dnia. Przykład? Twórca w pogoni za "oryginalnością", zapominał umieścić w filmie ślubnym...ujęć ze ślubu i wesela, a skupił się na przekombinowanych plenerach wideo z Parą Młodą, w jakiś dziwnych okolicznościach i mroczną muzyką, a całość miała wydźwięk thrillera, a nie produkcji ślubnej. Jest ok, jeżeli Młodzi sobie tak życzą, ale łatwo zauważyć różnicę między stylizowaną sesją, a dziwacznym, trudno wytłumaczalnym wideo ;-)
W zakresie filmów artystycznych powstają też prawdziwe dzieła sztuki - mówimy to z pełną świadomością - ale w większości przypadków, finalny look zależy od współpracy obu stron - Pary Młodej i twórcy filmu, po prostu obie strony muszą dobrze czuć się w tym, co właśnie produkują:)  My, bazując na doświadczeniu zebranym po całej Polsce, i pracy z przeróżnymi Parami Młodymi, umieściliśmy w ofercie Film ślubny artystyczny, o długości do 30 minut. Po prostu wiemy, że jesteśmy w takim czasie pokazać całą esencję dnia ślubu i wesela. Dodać też trochę reżyserowanego, ciekawego pleneru. Bez zbędnych, długich ujęć, które często wkładane są w montażu celem wydłużenia finalnego materiału. Jest dynamicznie i kolorowo, a następnie nastrojowo i wzruszająco. Jest nowoczesny montaż i color gradding. Są krótkie, fajnie zrealizowane wypowiedzi Pary Młodej i Gości. Jest Wasza "miłosna historia", do której wrócicie na pewno wiele razy.
Dla kogo jest film artystyczny?
Dla Par Młodych, którym nie zależy na "dwugodzinnym tasiemcu rodem z PRL" i nie chcą typowego reportażu ślubnego, z długimi ujęciami, np. z całymi blokami muzycznymi z parkietu.

Filmy dłuższe, reportaż ślubny.
Pisząc "filmy dłuższe", absolutnie nie mamy na myśli tych dobrze znanych z minionej epoki, tasiemców trwających od 2 do 3 godzin. To już było i mamy nadzieję, że nie wróci, chociaż zdajemy sobie sprawę, że nadal taki format filmu ślubnego próbuje funkcjonować w Polsce... Czasy się zmieniły i branża filmów ślubnych się zmieniła. Szanujemy, że ktoś ma czas i siłę obejrzeć takie kilkugodzinne wideo, na którym kamerzysta ślubny utrwalił każdy zjedzony na weselu posiłek, czy każdy taneczny wybryk na parkiecie. W naszej ofercie, tak jak w ofercie większości popularnych twórców filmów ślubnych, nie znajdziecie jednak tego typu produkcji. Co więc proponujemy? Film ślubny w formie reportażu ślubnego, trwający do 60 minut i mocno bazujący na chronologii dnia ślubu i wesela. Zawierający wszystko to, co stanowi esencję, plus więcej ujęć z zabawy na parkiecie. W naszej wersji takiego wideo, pojawiają się również wypowiedzi Pary Młodej i Gości, którzy często fajnie opowiadając, tworzą świetne tło do pokazywanych w filmie scen. Jaka jest więc, prócz długości, największa różnica między filmem artystycznym a reportażem ślubnym? W reportażu ślubnym ujęcia są dłuższe, spokojniejsze - często są efektem pracy dwóch operatorów kamery, zachowana jest chronologia, podczas gdy w filmie artystycznym, tworzonym zazwyczaj przez jednego operatora, kadry są mniej przewidywalne, a montażysta wybiera tylko najciekawsze momenty i może trochę "poszaleć" z chronologią wydarzeń.
Dla kogo jest reportaż ślubny?
Dla Par Młodych, które chcą w filmie zobaczyć np. więcej zabawy na parkiecie, trochę dłużej posłuchać "wywiadów" z Gośćmi i chcą zachować klasyczną wizję filmu z uwzględnieniem tego, że mamy 2020 rok i trendy w filmach ślubnych, obejmują dziś również profesjonalną postprodukcję (jak udźwiękowienie i color gradding obrazu).

Co więc wybrać? 
Jeżeli chcecie pozytywnie zaskoczyć rodzinę i znajomych, nie boicie się eksperymentować i wychodzicie poza ustalone zasady - wybierzcie film artystyczny! Zrobimy go dla Was naprawdę pro!
Jeżeli natomiast kochacie klasykę i np. chcecie nieco dłużej pooglądać Wasze wygibasy na parkiecie - proponujemy reportaż ślubny:)
Obie opcje znajdziecie w naszej ofercie i z obu opcji będziecie w 100% zadowoleni, jak dodamy do tego ujęcia z drona, sesję plenerową w innym niż wesele dniu oraz np. naszego fotografa ślubnego, który zrobi Wam świetny reportaż fotograficzny - to będziecie mieli się czym chwalić i co wspominać latami!


korona wirus, wesele, ślub, przełożenie wesela, odwołanie wesela, am media

#zostanwdomu

Sytuacja w związku z "koronawirusem" spowodowała, że zatrzymała się, między innymi branża fotograficzna i wideo. Odwołane koncerty, eventy, wydarzenia kulturalne, itp. powodują, że my, twórcy foto-wideo zostaliśmy bez zleceń, a co za tym idzie nie zarabiamy. W branży ślubnej również podobna sytuacja, ponieważ zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób, zakaz działalności restauracji i firm cateringowych sprawia, że organizacja ślubu i wesela na dzień dzisiejszy staje się praktycznie niemożliwa. W grupach ślubnych, trwa zażarta dyskusja na ten temat. Jedne Panny Młode są załamane, bo planowały wesele na marzec/kwiecień, inne spokojnie wyczekują jak rozwinie się sytuacja, bo do ich wesela jeszcze kilka miesięcy. Nikt nie chce wpadać w panikę, ale da się wyczuć stan krytyczny w tej materii.

Według nas, biorąc pod uwagę sytuację np. we Włoszech, gdzie dzieją się naprawdę niepokojące rzeczy, wprowadzenie zakazu jakichkolwiek zgromadzeń (czyli wprowadzenie stanu wyjątkowego) byłoby najlepszym rozwiązaniem, bo niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Dziś trafiliśmy na ogłoszenie knajpy, która ogłasza się (a nawet sponsoruje reklamę na FB), że mimo nieoficjalnego stanu wyjątkowego na terenie kraju, gorąco zaprasza do organizacji imprez z alkoholem. Pokrętnie tłumaczy, że to imprezy "prywatne" i poniżej 50 osób, więc wolno... No, teoretycznie wolno, ale czy to jest mądre pamiętając, że wybuch pandemii we Włoszech miał miejsce w momencie, kiedy wszyscy ruszyli właśnie do... lokali i bawili się beztrosko? Podobnie sytuacja ma się z organizacją wesela. Czy jest różnica, czy na Waszym przyjęciu pojawi się 20 czy 49 osób? Wesele to m.in. spotkanie rodzinne, a więc w dużej mierze osoby starsze, które są w grupie największego ryzyka. Zafundujecie rodzicom albo babci z dziadkiem "rosyjską ruletkę" z koronawirusem w tle? W imię wpłaconego na salę i usługodawców zadatku? W momencie, kiedy wirus jest bezlitosny dla osób starszych, ale również tych schorowanych? Tutaj główną rolę gra etyczne podejście i pojawia się, bez wyolbrzymiania temat: ile warte jest ludzkie życie - bo niestety na przykładzie kilku Państw na świecie, mówimy o najczarniejszym scenariuszu. A można zminimalizować ryzyko, zostając w domu i np. przesunąć termin organizacji uroczystości w przyszłość - gwarantujemy Wam, że żaden trzeźwo myślący i posiadający serducho na właściwym miejscu właściciel sali weselnej czy usługodawca, taki jak My, nie odmówi realizacji swoich usług w innym, dużo późniejszym terminie. Nasi Klienci już są w kontakcie z nami i wspólnie uzgadniamy nowe terminy na te wesela, które zaplanowany był na marzec i kwiecień tego roku.

My, tak jak wspomniałem, również mamy problem, ponieważ produkcja foto-wideo to nasza jedyna działalność i gdyby nie fakt, że zeszły sezon zamknęliśmy z "dobrym wynikiem", dziś mielibyśmy poważny problem. Ale co z tymi, którzy dobrych wyników nie mieli, albo np. końcem roku poczynili inwestycje związane ze sprzętem, aby w nowym sezonie dać Klientom jeszcze lepszą jakość swoich usług, licząc jednocześnie, że "odkują się" tuż po Nowym Roku? Nikt póki co nie wie, co się wydarzy w kwestii wsparcia firm. Jest mowa o zawieszeniu kredytów, nieśmiało wspomina się o zawieszeniu ZUS... Włochy w tej chwili uruchomiły "postojowe", również dla jednoosobowych działalności gospodarczych - o tym w Polsce na razie cisza. Cała nasza branża eventowo-rozrywkowa czeka na ruchy ze strony rządu, dotyczące właśnie wsparcia tego sektora rynku. My również czekamy. W zasadzie, to czeka cała gospodarka.

Przy okazji całej sytuacji, trzeba doszukać się też pozytywów, aby całkowicie nie dać się zwariować. Akcja #zostanwdomu to dobra okazja do spędzenia z bliskimi większej ilości czasu, rozmów, wspólnych zajęć. Ciągle słyszymy, że nie ma czasu na nic, że żyjemy w ciągłym biegu. Więc jeżeli macie możliwość, zostańcie w domu i odpocznijcie. Zregenerujcie organizm, wyśpijcie się. Naprawdę, do minimum ograniczcie wychodzenie z mieszkania - tak jak apelują w mediach, ten czas to nie jest okres ferii dla młodzieży, czy urlopów dla dorosłych, to czas kiedy powinniśmy zrobić wszystko, aby tego dziadowskiego wirusa pozbawić możliwości atakowania kolejnych organizmów.

Dużo zdrowia, odpowiedzialnej postawy i #zostanwdomu 
Arkadiusz Małecki
AM MEDIA


Daniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotograf

Technicznie: Sony FE 35 mm F1.8 w naszych rękach!

Dzisiejsza część bloga poświęcona jest w całości obiektywowi Sony FE 35mm f1/8. Obiektyw dedykowany pod pełną klatkę Sony, to stosunkowo nowa konstrukcja, która premierę miała latem 2019 roku. Wciąż na grupach fotografów pojawiają się tematy, w których użytkownicy systemu Sony szukają "idealnej trzydziestki piątki". W wielu przypadkach, rekomendację zyskuje recenzowany dziś przez nas obiektyw, chociaż alternatyw jest kilka. Dlatego postanowiliśmy dodać do wszystkich tych opinii swoje "trzy grosze".

Znacie nas i wiecie, że nie jesteśmy zwolennikami papierowych specyfikacji i zagmatwanych testów optycznych. Dla nas najważniejsze jest to, aby sprzęt na którym pracujemy sprawdzał się w akcji i to, co widzimy finalnie na obrazku. Przy okazji, użytkowników Sony zapraszamy sprawdzić naszą recenzję Tamron f/2.8 17-28mm  , bo to również często poruszany na forach temat, jeżeli chodzi o szkła szerokokątne do Sony.

 

Dlaczego w ogóle zdecydowałem się na ten obiektyw? Najważniejsza rzecz - to natywne szkło do Sony, więc na wstępie komfort pracy poprzez zapewnienie 100% funkcjonalności i kompatybilności z body Sony. Kolejna sprawa to cena. Mimo, że nie wybieram sprzętu kierując się tylko ceną, to tutaj, po przestudiowaniu kilku wartościowych testów, dostępnych w internecie, wybór stosunek ceny do jakości był oczywisty i padł właśnie na "nowe szkło" od Sony. W tej chwili ten obiektyw można kupić już za około 2500PLN.

 

Kolejna sprawa, waga i wymiary szkła. Jestem zwolennikiem teorii, że przechodzi się na bezlusterkowca po to, aby m.in. zminimalizować wagę i wymiary zestawu używanego w pracy. Bardzo podobny argument był przy wyborze wspominanego, szerokokątnego obiektywu od Tamrona. Sony 35mm f/1.8 to szkło bardzo lekkie i o niewielkich gabarytach, co razem z A7III tworzy bardzo kompaktowy i ciekawy zestaw.

W grupach sporo jest informacji, że Samyang 35mm f/1.4 ma ciekawszy, bardziej plastyczny obrazek i ciekawszy bokeh niż Sony. Zgadzam się z tym. Tak jak zgadzam się również z głosami, że obiektyw Samyanga potrafi zawiesić cały aparat, co w fotografii reportażowej, gdzie dzieje się czasem dużo i szybko, jest dla mnie nie do zaakceptowania. Oczywiście znajdą się również tacy, którzy nigdy problemów z Samyangiem nie mieli, ale to nadal ryzyko, że "wadliwa sztuka" trafi w nasze ręce (nawet po wszystkich aktualizacjach body i szkła zdarzają się cyrki).

Wspomniałem o bokeh, spójrzcie na kilka  zdjęć wykonane omawianym obiektywem i sami oceńcie, czy takie "rozmycie tła" Wam odpowiada.

Daniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotograf

Daniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotografDaniel Lismore, Stary Browar, sztuka, art, galeria sztuki, Poznań, fotografia, fotograf

Uważam, że szkło bardzo płynnie rozmywa tło, nie ma w tej kwestii może zbyt wielkiego "artyzmu", ale wszystko zależy od stylu, który fotograf prezentuje. My nie nastawiamy się na efekciarstwo i nie jesteśmy w grupie fotografów, którzy robią zdjęcia tylko "bo bokeh", więc w zupełności ten obiektyw spełnia nasze oczekiwania. Jeżeli szukacie jednak czegoś bardziej finezyjnego w kwestii "rozmycia tła", nie kupujcie Sony.

 

Szybkość AF - w reportażu, a takich zdjęć wykonujemy najwięcej, zakup Sony 35mm f/1.8 będzie idealnym wyborem. Jest to natywne szkło, więc bez żadnych adapterów często komplikujących życie, jego kultura pracy jest na naprawdę wysokim poziomie. Wykonałem do dziś, tym szkłem, około 1000 zdjęć. Nie zauważyłem żadnych problemów z pracą AF, w każdym z trybów dostępnych w A7III. Auto focus jest szybki i cichy, nie pompuje, nie wariuje, nie gubi się. To na pewno duża zaleta dla osób, które potrzebują czegoś "run&gun" i korzystają z automatycznego ustawiania ostrości. Czytając dużo komentarzy w grupach, również nie spotkałem się z tym, aby ktoś "narzekał" na ten element. A jak AF w wideo? Nakręciłem cały wyjazd na Rajd Monte Carlo, używając głównie tego szkła i mogę powiedzieć jedno - jest rewelacja! Ostrzy szybko i dokładnie, a obrazek jest naprawdę świetny! Proponuje zobaczyć, jak w ciężkich warunkach oświetleniowych poradził sobie omawiany dziś obiektyw. Całość grana z użyciem AF (większość ujęć, na potrzeby testu) w 4K, 25fps i S-Log2. Postprodukcja w Premiere Pro. W materiale są również nieliczne ujęcia z Sony 85mm f/1.8, ale łatwo powinniście odróżnić szerokie plany, od tych z 85mm :)  FILM DOSTĘPNY TUTAJ

Podsumowując szkło po 8 dniach ciągłej eksploatacji w trybie wideo, mogę dać Wam gwarancję, że będziecie zadowoleni w 100% z tego, co prezentuje FE 35mm f/1.8.

Konkurencja w ogniskowej 35mm - na rynku jest kilka propozycji, jeżeli chodzi o 35mm do Sony. Jest Sigma A 35mm f/1.4 DG HSM, która ma rewelacyjny obrazek, ale nadal ma problemy z AF w trybie wideo (więc jeżeli również filmujecie, nie bierzcie jej pod uwagę, bo w porównaniu z Sony, naprawdę jest zauważalna różnica). Jej cena to około 3500PLN. Kolejnym obiektywem ze stajni Sigma jest wersja A 35mm f/1.2 DG DN, która kosztuje sporo, bo w okolicach 6500PLN. Niestety nie pracowałem na tym szkle, więc niewiele powiem, ale pytanie - czy 0.2 jaśniejsza przesłona warta jest niemal dwukrotności ceny Sigmy 1.4 ? W wielu testach na Youtube, recenzenci twierdzą, że nie koniecznie... Warto dodać, że obie Sigmy to "wielkie kloce" w porównaniu z Sony. I dotyczy to zarówno wymiarów i wagi. Co kto lubi, dla nas trochę za "ciężki temat":)

Trzecia konkurencja w segmencie 35mm, to wspominany w artykule Samyang 35mm f/1.4. Ciut jaśniejszy, ciekawszy bokeh, lepsza plastyka obrazka i... problemy ze współpracą z body Sony. Cena porównywalna z naszym głównym bohaterem.

Są również alternatywy od Sony. Tutaj mamy pewność, że natywne szkła bardzo dobrze poradzą sobie we współpracy z naszym body, jest jednak kilka "ale". Na rynku, w cenie około 6000PLN, jest dostępny Distagon T* FE 35mm f/1.4 ZA. Świetnie wykonane szkło z mega fajnym obrazkiem, które swoją premierę miało już 5 lat temu. Szkło, które jednak posiada ujawnione w testach wady, takie jak np. dużą aberracje chromatyczną i sporą winietę. Według mnie, szkło w tej cenie, nie powinno posiadać takich "nieprawidłowości".  Druga opcja, to również pięcioletni już dziś Zeiss Sonnar T* FE 35mm f/2,8 ZA, który jest niemal połowę tańszy od Distagona i kupić go dziś można w okolicach 3200PLN. Wymiary i waga imponują, bo to taki 100% naleśnik, a po założeniu na body wygląda dość... niewinnie. Osobiście testowałem ten obiektyw i porównywałem z moim 35mm f1.8.  Sonnar mnie nie przekonał, głównie ze względu na przesłonę ciemniejszą o 1 podziałkę i "dziwną pracę AF". Uważam, że nowa trzydziestka piątka jest w tej materii o niebo skuteczniejsza. Może ktoś ma inne odczucia, a może u mnie po prostu zadecydowała nowsza konstrukcja i niższa cena wersji f/1.8.

Sumując porównanie z konkurencją, gdybym tylko robił zdjęcia, prawdopodobnie wybrałbym Sigma A 35mm f/1.4 DG HSM (ze względu na świetny obrazek) nawet z tymi sporymi gabarytami. Jako, że część mojej pracy to również wideo, wybór padł na 35mm f1.8

Po zakupie obiektywu udało się nam dość szybko "przestrzelić go" w bojowych warunkach.  Na pierwszy ogień, od razu po wyjściu z salonu Sony, przeszliśmy się po ulicy Półwiejskiej w Poznaniu i Starym Browarze. Uwielbiamy tzw. street art, więc plan zdjęciowy był po ręką :) Poniżej kilka zdjęć prezentujących obrazek z Sony 35mm f/1.8. Finalny look powstał w programie Capture One dedykowanym dla aparatów Sony. Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogę w ewentualnym wyborze szkła o ogniskowej 35mm - oczywiście tą ogniskową znajdziecie też w kilku znanych i lubianych obiektywach zmiennoogniskowych, ale nie mam w tym temacie dużego doświadczenia, ponieważ upodobałem sobie głównie "stałki". Zapraszam do obejrzenia kadrów wykonanych A7III i Sony FE 35mm f/1.8

 

 

Kolejnym tematem zdjęć, była ciekawa wystawa Daniela Lismore, w Galerii Sztuki na Dziedzińcu Starego Browaru. Całą galerię możecie zobaczyć TUTAJ. 
No i podczas wspominanego wyjazdu na Rajd Monte Carlo, nie tylko filmowałem ale również zrobiłem testowo kilka zdjęć, których głównymi bohaterami są francuskie Alpy. Poniżej kilka przykładowych kadrów. Całość do obejrzenia w galerii TUTAJ 

Landscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, FrancjaLandscapes, Alps, Alpy, fotografia, fotograf, góry, jezioro, mountains, lake, France, Francja


kamerzysta, film ślubny, kamerzysta na wesele, fotograf, fotograf ślubny Poznań, kamerzysta Poznań

Jak robimy filmy ślubne? cz.5 - zabawa weselna

Dziś w naszym przewodniku po świecie produkcji naszych filmów ślubnych, przybliżymy Wam etap nagrywania zabawy weselnej i oczepin. Będzie dość technicznie, więc część wpisu w dużej mierze skierowana do kolegów po fachu i tych, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki z kamerą w biznesie ślubnym.
Jeżeli coś przegapiliście z poprzednich przewodników, a chcecie w chronologicznej kolejności poznać etap produkcji naszych filmów ślubnych, zapraszam tutaj: PIERWSZA CZĘŚĆ, DRUGA CZĘŚĆ, TRZECIA CZĘŚĆ. CZWARTA CZĘŚĆ

Jak już wiecie, większość zleceń realizujemy we dwóch operatorów kamery. Takie rozwiązanie daje więcej okazji na ciekawe kadry i bardziej filmowy montaż, bo mamy dwie perspektywy tej samej sceny. Przy takim workflow filmujemy wesele na dwóch ogniskowych - "szeroko" i "wąsko", czyli jeden operator porusza się po parkiecie np. ze stabilizatorem obrazu i zapiętym obiektywem szerokokątnym (np. Tamron 17-28mm f/2.8), a drugi, w ujęciach z ręki lub monopoda, używa obiektywu "portretowego" (np. Sony 85mm f/1.8). Pierwsza ogniskowa pozwala uzyskać szeroką perspektywę na parkiet, w kadrze jest dużo tańczących gości weselnych, dużo się dzieje. Zazwyczaj jest to ujęcie dynamiczne, ponieważ stabilizator obrazu pozwala na błyskawiczne przemieszczanie się operatora po parkiecie, wśród roztańczonego tłumu, zachowując płynność nagrania. To częsta praktyka wśród firm robiących filmy ślubne. Idealnym uzupełnieniem tych kadrów, są ujęcia ze wspomnianego obiektywu "portretowego" (w zależności od wizji i pomysłu na scenę - albo filmujemy "z ręki", albo chcąc użyć bardziej statycznych ujęć, podpieramy się monopodem). Bliskie kadry (które nazywamy "ciasnymi") idealnie sprawdzają się na przebitki głównego źródła obrazu, pokazują dużo detali - dłonie, nogi, rozwiane sukienki, uśmiechy i emocje na twarzach tancerzy. Często miksujemy te dwa źródła obrazu, tworząc filmowy look całej sceny.

W tym momencie warto zauważyć, że nie korzystamy na parkiecie weselnym z dodatkowych źródeł światła (takich jak lampy na kamerze, czy światło na statywach). Taka żarówa na kamerze to scheda po czasach, kiedy królowały kamery na kasety VHS. I ok, tak jak przy reportażach telewizyjnych, kręconych czasem w ciężkich warunkach oświetleniowych, takie rozwiązanie nadal ma się dobrze, tak w naszych filmach ślubnych, nie  wyobrażamy sobie świecenia po oczach bawiącym się ludziom światłem nakamerowym - to powoduje u nich dyskomfort i po prostu... źle wygląda w filmie. Są na rynku kamerzyści, którzy "świecą po oczach", ale dla nas, w czasach dostępności bardzo "jasnych obiektywów" i wysokiego, użytkowego ISO w aparatach, taka praktyka to... obciach. Nasi koledzy po fachu zza Oceanu, często stosują natomiast dodatkowe światło na statywach, rozmieszczone na sali weselnej. Mimo jasnych obiektywów, itp. doświetlają parkiet czy stoliki, przy których wygłaszane są różne toasty i przemówienia. Jest to ciekawe rozwiązanie szczególnie na słabo oświetlonych salach i ma olbrzymią przewagę nad światłem nakamerowym - nie oślepia i nie peszy Gości. My również swego czasu, po wizycie na jednej sali weselnej, która była oświetlona jak piwnica, rozważaliśmy zakup dodatkowego źródła światła i wrzucenie tego na statywy. Ostatecznie nasze "noktowizory" w postaci Sony A7III (posiadające absurdalnie wysokie użytkowe ISO) wygrały i stwierdził, że póki co, taki manewr nie jest niezbędny.

Teraz, wiecie już jakich obiektywów i w jakim systemie używamy na parkiecie. Czas na rozplanowanie nagrywania. Są ekipy wideo, które wesele i zabawę na parkiecie nagrywają bardzo "wybiórczo" - mają konkretny plan na ujęcia i znając program wesela (poszczególne punkty i ich godziny) nagrywają tylko tyle, ile jest im niezbędne do montażu. Minimalizują surowy materiał, który i tak nie wykorzystają w postprodukcji. Inne ekipy kręcą non stop, przez wiele godzin wesela i zabawy, nie wyłączają kamer i przywożą ze zlecenia kilkaset gigabajtów materiału. Wychodzą z założenia, że nigdy nie wiadomo, co i kiedy ciekawego się wydarzy, np. na parkiecie dojdzie do jakichś niesamowitych figur tanecznych, albo Para Młoda podczas tańca tak się zapatrzy sobie w oczy, że zapomną o całym Świecie - a to warto pokazać w filmie.  A jak my pracujemy? Z upływem czasu i zdobywaniu doświadczenia, możemy śmiało stwierdzić, że miksujemy te dwa style pracy i wypracowaliśmy swój "scenariusz" podczas zabawy weselnej. Na pewno filmujemy wszystkie pozycje programu "must have" + przez całe wesele urządzamy sobie "wycieczki z kamerą" po sali, w poszukiwaniu ciekawych ujęć. Filmujemy też dużo bloków tanecznych na dwie kamery, a czasem wlatuje na parkiet tylko sprzęt na gimbalu. Kręcimy dużo, ale faktem jest, że z biegiem czasu zminimalizowaliśmy ilość rejestrowanego materiału może nie do minimum, ale do takiej średnioformatowej formy. Po trzech sezonach weselnych doskonale wiemy, ile potrzebujemy tzw. "surówki", aby złożyć z tego ciekawy materiał.  Jeżeli natomiast jesteś operatorem, który dopiero zaczyna, dobra rada - kręć dużo, baterii i kart pamięci pewnie masz sporo (a jak nie masz to dokup), a lepiej nie ryzykować, że w montażu zabraknie materiału - przynajmniej na starcie Twojej kariery. Tego planu zdjęciowego nie powtórzysz ;-)

Po kilku godzinach dobrej zabawy na parkiecie przychodzi czas na oczepiny. W Polsce wciąż ultra popularna forma zabawy dla Gości i Pary Młodej. W zależności od regionu kraju i tradycji, oczepiny przybierają różne formy.  My realizowaliśmy różne materiały, na różnych weselach i w różnych częściach Polski, ale w większości słynne oczepiny odbywają się w dość klasycznej formie. Oczywiście to od Młodych i zespołu/wodzireja/DJa zależy jak to finalnie będzie wyglądać. Są takie zabawy, które trwają 10 minut i jest to tradycyjny rzut muchą i welonem, są takie, które trwają ponad godzinę a zabawom nie ma końca. Jak to nagrywamy? Jeżeli kręcimy film artystyczny z naszej oferty zabawy oczepinowe są pojedynczymi, ciekawymi kadrami, sprytnie wkomponowanymi w całą historię i nie ma potrzeby rejestracji całych zabaw. Jeżeli tworzymy "reportaż ślubny", tej części wesela jest w filmie nieco więcej - bo takie życzenie zazwyczaj ma Para Młoda. A że zabawy są różne, od tych błyskawicznych, po naprawdę długie wersje konkursów, musimy tak wyważyć ilość finalnie zmontowanego materiału, aby nie znudzić widza, który film ślubny obejrzy.  Temat oczepin w filmie ślubnym powoli przechodzi jednak metamorfozę i wraz z trendami na artystyczne filmy, które płyną zza wielkiej wody, również polskie Pary Młode zauważają, że esencją ich filmu nie jest godzina ujęć z oczepin (jak to było modne 20 lat temu).

Dlaczego kończymy nagrywać po oczepinach? Tak się przyjęło i nie zdarzyła się nam jeszcze prośba Pary Młodej o filmowanie po tej części wesela. Wszyscy mają bowiem świadomość, że po północy zaczyna się ta mniej oficjalna część imprezy - fotograf ślubny i kamerzysta kończą pracę, można się bawić i nie przejmować okiem obiektywu ;-) To bardzo dobre podejście, w końcu to film ślubny a nie film z dyskoteki - wszystko co najważniejsze już z nami, teraz czas na nieskrępowaną zabawę:) Co ciekawe, na zachodzie praca fotografa ślubnego czy operatora kamery kończy się dużo wcześniej niż północ i oczepiny. Fakt, że tam wesele wygląda zupełnie inaczej niż nasze rodzime, od lat organizowane według jednego, utartego szablonu. Ale oglądając produkcję Weeding Film School czy WhoisMatt Johnson  zauważa się, że główną osią filmu ślubnego są wydarzenia od przygotowań, do pierwszych toastów wznoszonych po początkowych blokach tanecznych. W zachodnich produkcjach od oczepin i długiej zabawy na parkiecie, w filmie ważniejszy jest plener ślubny, innego dnia niż uroczystości - pokazanie Pary Młodej bez stresu w tym wyjątkowym dla nich dniu, Ich bliskości i zakochane spojrzenia, w ciekawie wyreżyserowanym plenerze.  My również namawiamy do korzystania z tej pozycji naszej oferty  bo wprowadza to do filmu zupełnie nowe spojrzenie na Parę Młodą, dodaje mnóstwo kreatywności i pomysłów na piękne sceny, które urozmaicą potężnie film i teledysk ślubny. A pomysłów na ślubne plenery mamy wiele!

To już koniec naszego poradnika "Jak robimy filmy ślubne", ale nie koniec naszych wpisów na blogu dotyczących naszej pracy. Obserwujcie bloga, bo regularnie zamieszczamy na nim ciekawostki związane z AM MEDIA WIDEO. W tym sezonie ślubnym odwiedzimy między innymi Poznań, Łódź, Wrocław i Warszawę, a do tego cała lista mniejszych miast, do których nas zaprosiliście.

 

 


monte carlo, wrc, Monaco, France, Marcin Rybak, am media wideo

Nasze WRC Monte Carlo - wideo z wyjazdu

Jak wiecie, prywatnie jestem wielkim kibicem rajdów samochodowych (co widać również w naszym portfolio). Dziś mam dla Was krótką historię o moim wypadzie na najstarszy i najlepszy rajd Świata, czyli legendarne Monte Carlo! 

Kiedyś usłyszałem, że jak nie byłeś na Monte Carlo, to nie byłeś na rajdzie. I po powrocie z tego rajdu, z całą pewnością potwierdzam te słowa!

Oczywiście, są inne rajdy, też zajebiste. Marcin Rybak mocno rekomenduje np. Turcję i hardcore po absurdalnej nawierzchni z wielkimi kamieniami. Ja byłem w Szwecji, gdzie na kolcu po lodzie Panowie łamali prawa fizyki, a marzeniem jest Finlandia gdzie są kozackie loty samochodem. Jednak to Monte Carlo i w dużej mierze nocny SS2 Bayons-Breziers, z kultowymi już serpentynami, w akompaniamencie tysięcy kibiców i oprawą lepszą niż jak na Sylwestra w Zakopanem, udowodnił mi, że Monte Carlo to magia.
 
Marcin Rybak, z którym się zabraliśmy, obiecywał "show", ale dopiero kiedy moim oczom ukazała się wspomniana przełęcz w okolicach Bayons, rozświetlona przez tonę fajerwerków, rac, ognisk i dosłownie oblepiona fanatykami rajdów samochodowych (bo trzeba być fanatykiem, żeby o północy siedzieć na mrozie w środku lasu i na stromej górze w oczekiwaniu na przejazd) nogi mi się ugięły... Nie będę starał się opisać co czułem, po prostu system zniszczony. A kiedy wpadł w ten kocioł pierwszy wurc, musiałem zbierać szczenkę z tej wijącej się jak żmija drogi.
 
Ogólnie, całe Monte Carlo obejrzeliśmy "od deski do deski", zaczynając w środę, od serwisu i testowego, po cztery dni odcinków specjalnych przeplatanych z serwisem, punktami ważenia po oesie, gdzie mieliśmy auta i kierowców na wyciągnięcie ręki i metą w Monte Carlo. Ale jeżeli mam być szczery, to po czwartkowym SS2, mógłbym wracać do domu - ciężko będzie zrobić na mnie większe wrażenie w rajdach.
Monte Carlo to wg. mnie rajd dla koneserów, wbrew pozorom nie jest to szybki rajd - jak Polski na Mazurach czy Finlandia. Dużo tutaj wspinania i spadania po wąskich półkach skalnych, ciasnych nawrotów i mega technicznych sekcji z podchwytliwą nawierzchnią. Do tego "czarny lód" i śnieg (w tym roku może na dwóch-trzech odcinkach się go trochę pojawiło, nad czym ubolewam). Jeżeli więc lubicie "autostrady" jak na Mazurach, nie jedźcie na Monte Carlo, bo możecie się zawieść.
 
Oczywiście zabrałem aparat, ale obiecałem sobie, że nie będę nagrywał przejazdów, a tylko trochę ujęć "z naszego wyjazdu", czyli taki backstage. Nie wyszło. Finalnie udało się nagrać po kilka przejazdów z każdego miejsca do którego trafiliśmy, co dało ciekawą kompilację jazdy z backstage, który planowałem zrobić:) Film znajdziecie poniżej i nie jest to typowa relacja z rajdu, a raczej relacja z naszego całego wyjazdu i pobytu na Monte - ale też ciekawa :D Dla nas pamiątka niesamowita, a może i Was to wideo zarazi klimatem Monte?
Setup sprzętowy jakiego używałem, to Sony A7III z obiektywami Sony 35mm f/1.8 i 85mm f/1.8. Wszystko kręcone z ręki w profilu S-Log2 w 4K 25fps i FHD 100fps.
Fotografia użyta we wpisie jest autorstwa świetnego fotografa rajdowego Marcina Rybaka, którego stronę możecie znaleźć tutaj: Marcin Rybak Photographer

Film do obejrzenia tutaj: NASZE WRC MONTE CARLO

 
 
 
 
 
 
 

Jak robimy filmy ślubne? cz.4 - pierwszy taniec

Przeszliśmy już krok po kroku, od momentu wyboru ślubnego zleceniobiorcy do ceremonii zaślubin. Jeżeli przegapiliście poprzednie wpisy bloga: PIERWSZA CZĘŚĆ, DRUGA CZĘŚĆ, TRZECIA CZĘŚĆ.
Dziś czas na kierunek sala weselna i plan zdjęciowy części taneczno-zabawowej. Czyli działo się będzie naprawdę mnóstwo!

Po zakończeniu naszej pracy podczas ceremonii zaślubin, zazwyczaj mamy bardzo mało czasu na dojechanie do sali weselnej. Dla nas buforem czasowym jest tylko moment, kiedy część życzeń składana jest przez Gości pod kościołem, a i to nie zawsze, bo często nasz zleceniodawca chce, aby również tę część uwiecznić w materiale. Ale załóżmy, że wszystkie życzenia odbywają się na sali weselnej. Wsiadamy więc w samochód i jedziemy, zgodnie z przepisami, dostojnie, z tylną kanapą po sufit załadowaną „uzbrojonym sprzętem”, którego zazwyczaj nie ma czasu w tym momencie dnia, pakować do walizek.

Chyba najbardziej podbramkową sytuację mieliśmy w okolicach Poznania, kiedy to jechaliśmy z kościoła na salę według nawigacji google maps. Mieliśmy prawię godzinę zapasu a do przejechania około 40 kilometrów, a więc sporo i w pełni musieliśmy polegać na mapach w telefonie. Okazało się, że Para Młoda zna kilka skrótów, których nie zna Google 😛 i kiedy my wjeżdżaliśmy na teren domu weselnego, okazało się, że drugą bramą wjechała właśnie kawalkada aut Gości z Parą Młodą na czele! Szkoda, że nikt nie nagrał naszego „desantu z kamerami”, bo od momentu wyłączenia zapłonu w naszym aucie, do pełnej gotowości do nagrywania, przy wejściu na salę, minęło może z 30 sekund 😀 Tak, to było hardcorowe!

W większości przypadków, jeżeli dom weselny jest daleko od nas, robimy research za pomocą google. Przeglądamy filmy i zdjęcia. Zazwyczaj dobrze wiemy, w jakim miejscu będziemy kręcić. Dlatego od wejścia jesteśmy dobrze rozeznani i z wiedzą chociażby na temat ilości i źródeł światła – co w przypadku realizacji wideo ma kolosalne znaczenie. Tak, jak w przypadku fotografii nie musimy aż tak się przejmować, bo zawsze używamy światła lamp błyskowych (w tym światła kontrowego rozmieszczonego na statywach w rogach sali), tak w przypadku wideo, gdzie nie używamy zewnętrznych źródeł światła, jesteśmy uzależnieni od tego, co zastaniemy na miejscu (sala, zespół). Oczywiście to nie problem, bo przy bardzo „jasnych obiektywach”, które posiadamy i używając naszej magicznej tabliczki zwanej „color checker”, kontrolujemy balans bieli i trzymamy się właściwych kolorów już na etapie rejestracji.

Po serii życzeń od Gości weselnych i posiłku, przychodzi czas na pierwszy taniec. Moment, którego tak wiele Par Młodych się obawia. Jedni ćwiczą pod okiem instruktora tygodniami, inni idą na spontan i „co ma być to będzie” – jedno jest pewne, w obu przypadkach jest dużo emocji:) My mamy prosty system rejestracji tego momentu – jedna kamera „z ręki” bądź na monopodzie, który jest bardzo mobilny i mamy bliskie kadry. Druga kamera, klasycznie zapięta na stabilizator obrazu (używamy Ronin M lub Crane 2) i są to ujęcia dynamiczne. W postprodukcji kleimy w całość te dwa bardzo różne źródła obrazu i wychodzi naprawdę ciekawy, filmowy look. Często przy pierwszym tańcu pojawia się np. ciężki dym, który dodaje „bajkowości” i sprytnie maskuje niedoskonałości tanecznego kroku 😉

Kolejny etap, to przyłączenie się wszystkich Gości weselnych do zabawy. Wtedy na parkiecie robi się naprawdę tłoczno, ponieważ to w większości przypadków jedyny moment wesela, w którym na parkiecie są wszyscy – nawet Ci, którzy pozostałą część wesela będą skutecznie unikać potupania nóżką przy dźwiękach zespołu czy DJ’a:) Obowiązkowo nagrywamy na dwie kamery ten moment, bo tak jak wspomnieliśmy, później niektórych osób na parkiecie się już nie zobaczy 😉

Wracając jeszcze do sali i pierwszego tańca. Nie zawsze kręcimy w dużym domu weselnym, a parkiet nie zawsze ma powierzchnie boiska piłkarskiego. Co za tym idzie, w małych salach często pojawia się problem na linii fotograf-ekipa wideo, ponieważ każdy chce mieć jak najlepsze kadry pierwszego tańca, a jest nas, obsługi medialnej tego wydarzenia, zawsze kilka osób. Jak rozwiązujemy takie tematy? Na długo przed startem części tanecznej, zawsze konsultujemy się z ekipą foto, przedstawiamy nasz plan na nagranie, nasz tor po którym się przemieszczamy z kamerą na stabilizatorze. Przewaga fotografa jest taka, że jemu „wystarczy” ułamek sekundy na zrobienie zdjęcia mając „czyste pole do zdjęcia”, my z kamerami musimy zadbać o ciągłość ujęcia. Musimy pracować tak, aby sobie nawzajem nie przeszkadzać i nie zdarzyło nam się jeszcze, aby z tego powodu z kimś się „pokłócić”. Mamy szczęście, że trafialiśmy zawsze na fachowców i ta kooperacja wychodziła wzorowo…albo przynajmniej bardzo poprawnie 😉
Popularnym rozwiązaniem jest jednak zatrudnianie fotografa i operatora kamery z jednej firmy, dlatego posiadamy taki pakiet w ofercie. Dlaczego? Ponieważ nasza ekipa foto-wideo jest bardzo zgrana i „zamkniętymi oczami” wiemy, kto w którym momencie gdzie się znajduje i jakie ujęcia robi! Polecamy takie rozwiązanie nie tylko ze względu na „załatwienie formalności” i podpisanie umowy za jednym zamachem, ale właśnie przez wzgląd na profesjonalną współpracę między przedstawicielami obu profesji.

Mamy nadzieję, że udało nam się rozjaśnić Wam nieco nasz system i styl pracy. Dla nas to wszystko jest naprawdę potężnym wyzwaniem, ale szczerze mówiąc, nie lubimy jak nasza praca nie stawia przed nami takich wyzwań. Do usłyszenia już niebawem, kiedy opiszemy Wam etap, kiedy na parkiecie robi się naprawdę gorąco!

Arkadiusz Małecki


wideofilmowanie, Poznań, Łódź, Wrocław, Warszawa, fotograf ślubny, ślub, wesele, 2020

Jak robimy filmy ślubne? cz.3 - ceremonia zaślubin

W pierwszej części naszego bloga opisaliśmy etap szukania i wybierania firmy, w drugiej części skupiliśmy się na przygotowaniach przed ślubem. Dziś zapraszamy do przeczytania, jak powstaje nasz film, w czasie ceremonii zaślubin.


Opiszemy najczęściej przez nas nagrywaną ceremonię zaślubin, czyli ślub kościelny. Po przybyciu na miejsce, jeden operator zajmuje się nagraniem wnętrza kościoła. Detale, szerokie kadry, specjalnie przygotowany na tą okazję wystrój – czyli coś, co Para Młoda samodzielnie lub z pomocą wedding planner przygotowała. To może się wydawać oczywiste, ale pokazanie tych kilku elementów dekoracji, kwiatów, tabliczek z cytatami, czy rozsypanych płatków róż na ścieżce do ołtarza, to istotny element naszych filmów.


Drugi operator zajmuje się kwestią dźwięku. Zazwyczaj używamy trzech źródeł dźwięku w kościele – mikrofonów krawatowych u Pana Młodego, rejestratora dźwięku wpiętego w kościelny system audio i mikrofonu nakamerowego do nagrania „ambientu” (np. oklasków po ceremonii zaślubin). Dźwięk w naszych filmach to bardzo ważna sprawa, nie ma możliwości, abyśmy nie zarejestrowali kazania czy słów przysięgi. Co ciekawe, kilka razy zdarzyło nam się nawet „podłączyć księdza” do naszego systemu audio. Po prostu, bardzo miły ksiądz prowadzący mszę, pozwolił na zamontowanie mu drugiego zestawu mikrofonu krawatowego pod „służbowym ubraniem” 🙂


Cały „kościół” to naprawdę wymagający plan zdjęciowy. Różne oświetlenie, czasem jego brak i tylko światło zastane (zza okien), czasem połowa kościoła w ostrym świetle zastanym a druga połowa w żółtych lampach. Trzeba się dobrze nagłowić jak ustawić balans bieli i jak operować ISO w takich warunkach – na szczęście mamy to opanowane a z pomocą przychodzi m.in. „color checker”.


Wielu kamerzystów kręci ceremonię z jednej kamery, inni stawiają drugą kamerę na statywie. Nie u nas! Nie wyobrażamy sobie, żeby w czasie ceremonii zaślubin, nie było w kościele minimum dwóch operatorów kamery – mobilnych, reagujących na bieżąco na zmiany pozycji księdza czy Pary Młodej. Do tego, chcemy mieć zawsze uchwyconą twarz Panny Młodej i Pana Młodego, a wcześniej ujęcie na księdza i Młodych jednocześnie – i takie ujęcia, z pozoru stabilne, też mogą zaskoczyć. Dlatego, kręcimy we dwóch. Zawsze. Inna sytuacja jest kiedy nie kręcimy reportażu, tylko jest zlecenie na np. nowoczesny film, gdzie nie ma potrzeby ciągłej rejestracji np. księdza. Wówczas jeden operator zostaje przy Młodych i ołtarzu, drugi może pozwolić sobie na finezyjne kadry i ujęcia.


W zależności od kościoła (długość drogi do ołtarza, szerokość, ogólny plan) decydujemy, czy „wyprowadzamy Parę Młodą” od ołtarza do wyjścia, czy czekamy na nich przed wejściem do kościoła. Tutaj materiał rejestrujemy również na dwie kamery, jedna gra szeroko (gdzie widać Parę Młodą, szpaler Gości, strzelające konfetti), druga kręci na zbliżeniach twarze Młodych. Obie kręcą w 100 klatkach na sekundę, bo ten fragment (szczególnie z konfetti) lubimy zwolnić na filmie 🙂


W czwartej części naszego bloga zaprosimy Was na salę weselną, gdzie powitamy Państwa Młodych i zatańczymy wspólnie pierwszy taniec.
Arkadiusz Małecki – właściciel AM MEDIA WIDEO

 


wideofilmowanie, Poznań, Łódź, Wrocław, Warszawa, fotograf ślubny, ślub, wesele, 2020

Jak robimy filmy ślubne? cz.2 - przygotowania przed ślubem

W pierwszej części naszego bloga opisaliśmy etap szukania i wybierania firmy, która zrealizuje Wasz film ślubny. Dzisiaj czas na trochę „akcji w terenie”, czyli zdradzimy, jak realizujemy materiał podczas przygotowań Pary Młodej i jak sami przygotowujemy się do realizacji zlecenia.


Różne firmy czy osoby, różnie liczą swój czas „na planie” filmu ślubnego. Spotkaliśmy się nawet z ofertami „na godziny” (w wybranych momentach dnia), ale klasycznie funkcjonuje termin „od przygotowań do oczepin”, jako kompletny plan zdjęciowy. My, w standardowej wersji umowy, jesteśmy dostępni do 12 godzin. Tyle czasu w 90% przypadków wystarcza, aby nagrać wszystko to, co składa się później na dobry film ślubny.


Jeżeli realizujemy zlecenie z dala od Poznania, gdzie mamy siedzibę, zawsze wyruszamy w drogę ze sporym zapasem godzinowym. Dlatego zawsze jesteśmy minimum godzinę-dwie wcześniej „w sąsiedztwie” i to dobry czas na poznanie lokacji i uchwycenie kilku ciekawych kadrów (np. ogrywamy wcześniej dom weselny, kościół, okolicę z drona).


Często na spotkaniach słyszymy pytanie, czy mocno będziemy „ingerować” z naszymi kamerami w przebieg całego wesela? Oczywiście chodzi o to, czy często będziemy „zawracać głowę” Parze Młodej w trakcie tego dnia. Odpowiedź brzmi: NIE. Są w zasadzie tylko dwa momenty, typowo reżyserowane, gdzie musimy skupić uwagę Panny Młodej czy Pana Młodego na naszych kamerach. Pierwszy moment, który dziś opiszemy, to przygotowania przed ślubem. Drugi, to krótki plener wideo + krótkie wywiady z Parą Młodą, w trakcie wesela.


Klasykiem jest rozpoczęcie filmowania od przygotowań Pana Młodego. Jeden operator skupia swoją uwagę i oko kamery na Panu Młodym, który np. zakłada buty, zapina koszulę, zakłada krawat/muchę, zakłada marynarkę. Często towarzyszy mu Świadek, który asystuje przy tych przygotowaniach. Drugi operator kamery, w tym czasie ma czas na nagranie tzw. detali. Są to efektowne, bliskie kadry na np. elementy stroju Pana Młodego, tj. spinki do mankietów, buty czy bukiet kwiatów dla Panny Młodej i pudełeczko z obrączkami. Często szukamy fajnej lokacji (np.piękny, zielony ogród) na którą zabieramy te elementy.


Kolejnym etapem jest odwiedzenie Panny Młodej i analogicznie do Pana Młodego, nagranie jej przygotowań – zapinanie sukni ślubnej, buty, biżuteria, itp. Czasem, na wyraźne życzenie, filmujemy również pracę makijażystki , czy fryzjera, czyli kompletny proces przygotowań.


W obu przypadkach, mimo, że reżyserujemy pewne ruchy czy kolejność czynności, stawiamy też na spontaniczność i jeżeli jest między Parą Młodą a naszymi kamerami „chemia”, dajemy wolną rękę – bo najlepsze ujęcia są wtedy, jak jest luz, dużo uśmiechu i szansa, że wydarzy się coś nietypowego:)


Ostatnim etapem „przygotowań” jest spotkanie się Pary Młodej, kiedy Pan Młody po raz pierwszy widzi swoją przyszłą żonę w pięknej sukni ślubnej. W tym momencie musimy być bardzo czujni, bo tu już nic nie reżyserujemy, tylko łapiemy wyjątkowe momenty, takie jak łzy wzruszenia i szczęścia, czy emocje malujące się na twarzach tej dwójki 🙂



W trzeciej części naszego bloga poświęconego naszej pracy przy filmach ślubnych, opiszemy Wam etap nagrywania ceremonii zaślubin
Arkadiusz Małecki – właściciel AM MEDIA WIDEO

 


wideofilmowanie, Poznań, Łódź, Wrocław, Warszawa, fotograf ślubny, ślub, wesele, 2020

Jak robimy filmy ślubne? cz.1 - wybór firmy przez Pary Młode

Tak samo jak chętnie chłoniemy wiedzę od innych twórców filmów ślubnych (inspirujemy się i uczymy od takich ludzi jak Matt Johnson, Parker Walbeck, Jason Vong czy Weeding Film School ), tak samo lubimy dzielić się zdobytą wiedzą. I chociaż w zasadzie nasz cykl „Jak robimy filmy ślubne?” jest adresowany głównie do Par Młodych, którym chcemy przybliżyć system naszej pracy i zaznajomić je z tym, jak powstanie ich film ślubny, tak zapraszamy do lektury również kolegów z branży.


W pierwszym wpisie przybliżymy Wam dlaczego tak ważny jest właściwy wybór firmy, która stworzy dla Was film ślubny i dlaczego najwyższa pozycja na liście ogłoszeń + niska cena, nie koniecznie świadczą o dobrym efekcie końcowym.


Od kilku lat w Polsce, trwa zażarta walka o Klienta. Jedne firmy wydają majątek na reklamę w Google, inne inwestują w Facebooka. Popularne stało się również wydawanie fortuny na promocję w portalach typu Wedding.pl czy Wesele z Klasą. Co ciekawe, taki agresywny marketing prowadzony przez firmy może być „niebezpieczny” dla Par Młodych. Dlaczego? Ponieważ szukając wykonawcy Waszego filmu jest duża szansa, że nie traficie do kogoś, kto robi dobre filmy ślubne, a do kogoś, kto wyświetla Wam się na samej górze listy usługodawców, bo wydał dużo kasy na reklamę.


Oczywiście, zanim podpisze się umowę przegląda się portfolio, sprawdza co oferuje usługodawca, jak montuje filmy, jak radzi sobie z dźwiękiem, czy zna się na kolor korekcji i ogólnie postprodukcji materiału wideo. Ale czy na pewno? Z doświadczenia wiemy, że to, co dla nas, osób z branży filmowej jest oczywiste i na co zwracać uwagę, niekoniecznie jest oczywiste dla Pary Młodej, która szuka „kamerzysty na wesele”.


Dodatkowo „milion spraw na głowie” związanych z organizacją wesela, nie ułatwia chłodnej kalkulacji przy wyborze spośród setek firm wideo na rynku. Ale nie dziwimy się, kolejni „kamerzyści weselni” rosną jak grzyby po deszczu, przystępne ceny sprzętu do filmowania i wszelakie dotacje spowodowały wysyp „firm”, które świadczą swoje usługi w tej branży. I tutaj chcieliśmy Wam zwrócić uwagę na ten aspekt. Zauważyliście, że słowo „firm” celowo ubraliśmy w cudzysłów? Niestety, znamy przypadki, w których taka „firma”, założona z chęci łatwego i szybkiego zysku dostarczała materiał, od patrzenia na który „bolały oczy”. Gorsze jednak są przypadki, w których taki „sezonowy kamerzysta” w ogóle nie pojawiał się na ślubie i finalnie Para Młoda zostawała bez jakiegokolwiek materiału wideo (i bez zaliczki…) . Czyli krótko mówiąc, osobom, które nie są związane z branżą wideo i nie wiążą z nią dalekiej przyszłości, nie zależy, czy będą miały Klientów za dwa, trzy lata. Ma być zarobek tu i teraz, dlatego ewentualna zszargana opinia przez wystawioną do wiatru Parę Młodą, nie jest dla nich istotna.


Jest jeszcze kwestia legalności takich „firm”. Z tego co się orientujemy, olbrzymia część usługodawców nie ma zarejestrowanych działalności gospodarczych, nie wystawiają rachunków, nie płacą podatków, ZUSu, nie mają kosztów księgowej, itp. itd. Czyli mówiąc wprost – działają nielegalnie lub na skraju legalności – a nie mając wspomnianych kosztów, można schodzić z ceny. I tym kusić Klientów… I jasne, Para Młoda może powiedzieć „ale to nie nasz problem, dla nas ważne, że cena jest niższa o 50% niż u konkurencji” i ciężko polemizować z tym argumentem, należy jednak pamiętać o wymienionych w poprzednim akapicie argumentach przeciwko usługodawcom działającym „z doskoku”. A dodatkowo, ja, osobiście chciałbym mieć umowę podpisaną z rzetelną, sprawdzoną firmą, która ma bogate portfolio (i nawet nie koniecznie tylko ślubne), działa legalnie, wystawia rachunki, płaci podatki a w razie problemów nie „rozpłynie się w powietrzu” 🙂 Warto się więc zastanowić, czy np. oszczędzając parę złotych, finalnie nie okaże się, że „koszt braku filmu” nie przewyższy tej oszczędności – w końcu, tej imprezy się nie powtórzy.


A więc jak wybrać usługodawcę, który stworzy Wasz film ślubny?
Po pierwsze sprawdźcie firmę: jak długo działa, sprawdźcie koniecznie opinie Klientów (ale sprawdźcie w kilku miejscach, nie tylko np. na fanpage firmowym), jakie filmy tworzy (ale ważne jest, żeby zobaczyć FILM a nie tylko efekciarski TELEDYSK ŚLUBNY – bo to częsty przypadek, kiedy teledysk jest zmontowany idealnie, a na cały reportaż z wesela już nie starczyło pomysłu i przez 80% czasu filmu mamy zabawę na parkiecie z jednej kamery;-). Warto też spotkać się z przedstawicielem firmy i poznać osobę, która ma dla Was stworzyć film ślubny – to bardzo istotne, bo co z tego, że ktoś robi super filmy, jak Wasze „relacje” i kontakt z nim w czasie tego ważnego dnia, będą „skomplikowane” i współpraca na planie nie będzie owocna.


Warto również dowiedzieć się, czy firma dysponuje odpowiednim sprzętem np. do rejestracji dźwięku (rejestrator, mikrofony kierunkowe, mikrofony krawatowe do wypowiedzi). Do tego, oczywiście system pracy – czy firma oferuje coś więcej, niż „wizyta z kamerą na parkiecie”, czy jest plener ślubny, wywiady, itp. itd.


Podsumowując, nie zawsze warto kierować się niską ceną za usługę. Różnice w wykonaniu filmów ślubnych pomiędzy firmami a „firmami” są znaczące. Rozstrzał cenowy również jest potężny. My sugerujemy, aby poszukiwania rozpocząć od tych najlepszych firm (z najlepszym portfolio i stety-niestety najwyższą ceną -adekwatną do usługi). Później ewentualnie „schodzić w dół” jeżeli chodzi o kwoty.
Osoby, które stworzą dla Was materiał muszą też „czuć klimat” i być pasjonatami i profesjonalistami w tym co robią! Nie radzimy również spoglądać tylko na pozycję w wyszukiwarce Google czy posty sponsorowane na Facebooku, ani kto jaki status „premium” ma w portalu ślubnym (bo to są rzeczy, które można po prostu kupić).


My odwiedziliśmy w tym sezonie, z naszymi kamerami już takie miasta jak Poznań, Wrocław, Łódź, Warszawa, Opole czy Szczecin. Mimo, że siedzibę mamy w Poznaniu, to jesteśmy zapraszani przez Pary Młode w całej Polsce – a przecież łatwiej i szybciej można znaleźć kogoś „po sąsiedzku”, bez ponoszenia dodatkowych kosztów jak dojazdy czy nocleg dla operatorów. To brzmi jak autoreklama i w sumie tak trochę jest, ale ma też uświadomić Was, że poszukiwania dobrej ekipy filmowej na Wasz ślub i wesele nie muszą ograniczać się tylko do Waszego miasta czy województwa i czasem warto „pokopać” głębiej w ofertach, żeby wybrać tych, którzy zrobią Wasz film ślubny profesjonalnie.


W przyszłym tygodniu zapraszam na kolejną część bloga, w którym przejdziemy już do kwestii pracy na planie zdjęciowym, jakim będą przygotowania Pary Młodej przed ślubem:) Arkadiusz Małecki – właściciel AM MEDIA WIDEO

 


Tamron 17-28, test, premiera, nowy obiektyw, dostępność, szeroki kąt do sony

Technicznie: Tamron 17-28 2.8 w naszych rękach!

Jako jedni z pierwszych w Polsce, wkładamy do naszej walizki ze sprzętem, nowy obiektyw 17-28 mm f/2.8 Di III 

Jakiś czas temu, złożyliśmy zamówienie w poznańskim sklepie Filmgraf, który dziś otrzymał, jako jeden z niewielu sklepów fotograficznych w Polsce ...dwa takie obiektywy (w żaden sposób nie jest to post sponsorowany), z czego jeden trafił w nasze ręce.

Nie będziemy rozwodzić się nad szczegółami technicznymi, bo wystarczy kilka sekund i w Google znajdziecie specyfikację techniczną, nie jesteśmy też specjalistami od rozbierania sprzętu na czynniki pierwsze - dla nas, tak jak dla większości użytkowników sprzętu foto-wideo, najważniejsze jest... jakie efekty końcowe możemy uzyskać z pomocą danego sprzętu.

Długo szukaliśmy szerokokątnego obiektywu do naszej pełnej klatki Sony A7III. braliśmy pod uwagę różne warianty, od najtańszych do tych droższych opcji. Obiektem naszego zainteresowania i testów były m.in. SAMYANG AF 24MM F/2.8 , Sigma A 20 mm f/1.4, Sony FE 16-35 mm f/4.0 czy CARL ZEISS BATIS 18MM F/2.8

Jak zauważyliście, wszystkie wymienione obiektywy posiadają AF, co było jednym z kryterium w poszukiwaniach, dlaczego? Po prostu, planujemy ten obiektyw zapinać z body na gimbala, a potrzebując wygody i uniwersalności w pracy na planie, nie chcieliśmy montować dodatkowo follow focusa i ostrzyć ręcznie.

Ważna była również: cena, waga obiektywu, jakość obrazka i uniwersalność.. Wnioski po testach w/w obiektywów były takie (opiszemy dość lakonicznie, ale bez problemu złapiecie kontekst).

Samyang AF 24MM F/2.8 - tani, mała waga, mały gabaryt, skreśliła go jakość obrazka - mamy porównanie do optyki z serii G-Master i Carl Zeiss, więc nie urzekł nas swoim "lookiem".

Sigma A 20 mm f/1.4 - cena do przeżycia, waga i gabaryty cegły, świetny obrazek, problemy z AF - po prostu się gubił w trybie wideo, a to, w połączeniu z wagą i rozmiarami skutecznie zniechęciło nas do zakupu (za to polecamy mega do foto, gdzie AF nie jest "must have")

Sony FE 16-35 mm f/4.0 - najdroższy z dotychczas wymienionych, świetny obrazek, bardzo dobry AF, waga i gabaryty spore, ale w porównaniu z Sigmą, bardzo na plus:) no i mega uniwersalna ogniskowa. Czemu nie kupiliśmy? Światło 4.0. Po prostu, wiemy w jakich warunkach czasem pracujemy (sala weselna, ciemne pomieszczenia) i chcieliśmy mieć jednak coś jaśniejszego.

CARL ZEISS BATIS 18MM F/2.8 - wysoka cena, piękny obrazek (naprawdę się zakochaliśmy), bardzo dobry AF, waga i rozmiar to wielki plus! Dlaczego więc "nie"? Cena + tylko jedna ogniskowa (tutaj skłanialiśmy się w stronę uniwersalności jak w Sony, czy właśnie w mającym się pojawić...Tamronie). Oczywiście wiemy doskonale, że "stałka to stałka", ale jednak człowiek wygodny jest:)

No i stało się, mamy nowego Tamrona 17-28, światło 2.8 się "zgadza", uniwersalność w ogniskowych się zgadza, waga i rozmiar się zgadza, po małych testach dzisiaj (godzina przed napisaniem tego tekstu) również mega zgadza się jakość obrazka - naprawdę, jesteśmy pod wielkim wrażeniem jaki "look" ma to cacko!
W drodze ze sklepu parkuje na osiedlowej drodze, bez żadnego celu i konkretnego obiektu, po prostu chce strzelić kilka zdjęć, żeby Wam pokazać co i jak:) Trafia się ciekawy "lustrzany ludek" pod sklepem z okularami, więc szybka sesja zdjęciowa i powrót do domu.

Powiecie, ale chwileczkę, piszą o tym, że szukali AF do filmu a teraz zdjęcia wstawiają? Tak, ponieważ nie dysponujemy na dzień dzisiejszy czasem aby taki test wideo dla Was przygotować, a nie lubimy robić czegoś "na sztukę" Tym czasem zapraszam do obejrzenia "surówki" z nowego obiektywu od Tamrona, pierwsze co mogę Wam powiedzieć, że po prostu...zwaliło mnie z nóg, to odległość minimalna od której ostrzy ten 17-28... miarki nie miałem, ale stawiam na około 5-7 centymetrów od obiektu (!!!) - poniżej zrobiona fota + ujęcie z boku jaka to odległość. Jesteśmy w szoku.

Minimalna odległość ostrzenia od obiektu, to długość pierścienia od ostrości na tym obiektywie!
17mm, f2.8, odległość robienia zdjęcia kilka centymetrów

A na koniec wspomniana sesja foto z "lustrzanym ludzikiem" + ujęcie bloków. Zdjęcia robione na różnych przesłonach (celowo, niemal skrajnych). Na początku przyszłego tygodnia, zapraszam na bloga, gdzie opublikuje wideo, w którym potestujemy mocno ten obiektyw w boju, jeżeli chodzi o film.

ZDJĘCIA W ORYGINALNEJ ROZDZIELCZOŚCI DOSTĘPNE TUTAJ - KLIKNIJ